Lepkość

Małżeństwo Dawida i Ewy było szczęśliwe. Szczęśliwe w naturalny sposób. Troje dzieci, pies, domek z ogródkiem na peryferiach. Żadnych kłótni, zdrad. Żyli prosto i przykładnie. Rodzinne śniadania i kolacje, wspólne spacery w niedzielne popołudnia. Wszystko poukładane, dopięte na ostatni guzik. Raz w tygodniu małżeński seks, równie spokojny i wzorcowy.

Tak przynajmniej widział życie Dawid. Pękał z dumy, myśląc o tym, co stworzył, był bowiem przekonany, że ta rodzinna sielanka jest wyłącznie jego zasługą. To on wybrał sobie żonę, to on ustalił, ile będą mieli dzieci, to on zarabiał. Wykonywał najważniejszą pracę, a cała reszta była ozdobą jego życia. I nikt nie miał mu tego za złe, nikt nie narzekał i nie cierpiał. Dzieci rozwijały swoje talenty we wszelkich możliwych kołach zainteresowań, a żona była zawsze zadbana i uśmiechnięta.

Była jak dzbanecznik. W każdą sobotę czekała na niego otwarta na oścież Wabiła zapachem perfum i lepkością intymnych soków. Dawała mu schronienie pomiędzy udami, by wsysać go w siebie i trawić powoli. Znikał w niej i tylko to było prawdziwe. Chciała go mieć na własność, tak jak poprzednich, którzy odeszli. Żywiła się męskim zachwytem, a potem zamykała go w sobie. Osaczała ich w imię rozpaczliwego pragnienia miłości. Ledwo przytomni z niedoboru własnego powietrza uciekali od niej, by zachować resztki wolności.

Leżała na wielkim małżeńskim łożu, opierając stopy o chłodną satynową pościel. Dawid z beznamiętną delikatnością gładził jej nagi brzuch i obserwował twardniejące sutki. Zamknęła oczy w oczekiwaniu na akt. Jak widz w teatrze. Zobaczyła Adama…

Miała szesnaście lat, on dwadzieścia jeden. Pracował w firmie ojca, w której bywała codziennie po szkole. Witał się zawsze uprzejmie, a potem szedł dalej.

Kiedyś spotkali się w dyskotece. Było duszno, więc postanowiła wyjść na chwilę. Przeciskała się przez tłum, mrużąc oczy od migających świateł. Tuż przy drzwiach wyjściowych poczuła na dłoniach czyjeś wilgotne ręce. Odwróciła się. To był Adam. Wyszli razem.

Ewie przeszkadzały wścibskie spojrzenia i chichot koleżanek. Puściła jego rękę i poszła na parking. Szła w taki sposób, że zrozumiał sugestię, że ma iść za nią. Oparli się o maskę jakiegoś samochodu. To nie był jej najlepszy dzień. Rodzice znowu się pokłócili o rozwód. Chciała z kimś porozmawiać, potrzebowała kogoś bliskiego, a Adam od dawna jej się podobał. Próbowała zacząć rozmowę, ale on myślał o czymś innym. Przysunął ją nagle do siebie i pocałował. A może jej się tylko zdało? Kolejny pocałunek był bardziej realny. Przez moment kręciło jej się w głowie, serce przyspieszyło, nie wiedziała, czy ze strachu, czy z podniecenia. Spojrzała niepewnie na Adama, była przekonana, że go kocha, że mogłaby iść za nim nawet do piekła. Gdyby tylko miała pewność, że on czuje to samo.

Z początku broniła się przed jego pocałunkami. Z obawy, że ktoś ich zobaczy. A gdy zaczęła mu pozwalać – właśnie wtedy wrócili właściciele auta. Nawet jej ulżyło. Ale jednocześnie zrozumiała, że to koniec spotkania z nim – z marzeniem, które miała na wyciągnięcie ręki, a jednak nie mogła go spełnić. Nie, nie mogę go teraz stracić! – pomyślała w ferworze chwili. Przecież ci ludzie są nieważni! Nic nie jest ważne! Liczy się tylko t e n moment

Poszła z Adamem na spacer. Niedaleko stał opuszczony budynek mleczarni. Przeszli na jego tyły. Jeszcze nie zdążyła oswoić się z myślą, że jest z Adamem sam na sam, a już czuła jego usta na swoich. Zaciskała wargi i przekręcała głowę, by nie dać się ponieść gorącej fali, która ją zalewała. Im dłużej czuła na sobie jego oddech, tym bardziej zdawała sobie sprawę z tego, że nie może teraz uciec. Miała pozwolić mu się wymknąć, żeby potem żałować czegoś, czego nie zrobiła?

Poddawała się jego pocałunkom wyjątkowo biernie, bo bała się uczynić jakikolwiek gest, który mógłby go spłoszyć lub rozbawić. Tego by nie zniosła. Nie miała pojęcia o tych sprawach. Nigdy nie była z nikim tak blisko. Nigdy nie doświadczyła takich uczuć i reakcji własnego ciała, które teraz odkrywało przed nią swoje tajemnice.

Zaczęła instynktownie muskać wargami jego twarz i szyję, choć pragnęła go dotykać, tulić i pieścić jak długo poszukiwany skarb. To rozbudziło go na dobre. Przycisnął ją gwałtownie do ściany, napierał nabrzmiały od pożądania. Całował. Oddechy przyspieszały rytmicznie, ręce drżały. Pocałunki nie przypominały już muśnięć. Były zachłanne, gwałtowne, aż dzikie.

Ewa westchnęła głęboko.

– Dobrze? – usłyszała głos męża. – Podoba ci się?

Uśmiechnęła się delikatnie. Niech robi swoje, pomyślała.

Po chwili poczuła, jak Adam kładzie ręce na jej pośladkach. Niemal bezwiednie pozwoliła mu, by rozpiął jej spodnie i podwinął bluzkę. Jego ręce były już wszędzie, a ona oddała im się bez wahania.

Nagle opamiętała się i odepchnęła go tak mocno, jak tylko mogła, ale on był jakby przylepiony do niej. Nie mogła się od niego uwolnić, więc uderzyła go z całej siły w twarz. Stanął jak wryty, spojrzał jej w oczy i najspokojniej jak potrafił, powiedział, że jest pierwszą dziewczyną, która tak go potraktowała. Spojrzała na niego prowokacyjnie i zaproponowała, żeby też ją uderzył. Była wściekła na niego, na siebie, na to, co się właśnie stało. Czekała na jego reakcję, ale on tylko podszedł do niej, przytulił i pocałował. Czuła się tak dobrze i bezpiecznie jak dziecko ramionach matki. Jakiś wewnętrzny głos podpowiadał jej jednak, że robi coś złego. Wyswobodziła się z jego objęć. Trzęsące się z emocji nogi pozwoliły oddalić się tylko na kilka kroków. Kiedy się odwróciła, Adam siedział na schodach z opuszczoną głową. Toczyła walkę pomiędzy sercem a sumieniem. Wróciła jednak i przykucnęłą obok niego, obejmując go ramieniem. Zareagował natychmiast i znów zaczęło się to samo. Nie czuła bólu od wciskających się w jej plecy krawędzi betonowych stopni. Leżała pod nim, gotowa poświęcić wszystko.

Zerwała się na równe nogi i zaczęła się ubierać. Kiedy odchodziła, usłyszała, jak mówił: Boże, co ja zrobiłem. Zrobiłem z niej szmatę. Jestem prostakiem.

Zostawiła go samego i wróciła do znajomych. Pojawił się po godzinie. Wyglądał jak opuszczony kociak. Potargany, zaspany. Starła się go nie zauważać, ale on wciąż patrzył w jej stronę. Czuła się okropnie, ale udawała, że nic się nie stało. Bawiła się w najlepsze. Flirtowała z każdym, kto okazał jej zainteresowanie.

Kiedy wsiadała do auta, podszedł do niej kumpel Adama.

– Myślisz, że to, co zrobiłaś z Adamem, nie miało dla niego żadnego znaczenia? – zapytał.

Poczuła się, jakby dał jej w twarz, ale zbyła go głupim uśmieszkiem i trzasnęła drzwiami.

Nie rozmawiała z Adamem nigdy więcej. Była przekonana, że tamtej nocy wygrała, bo nie uległa mężczyźnie, którego kochała.

Uczyniła z tego nawyk. Zachęcała mężczyzn do skutku, a gdy miała pewność, że zrobią dla niej wszystko, odrzucała ich jak strawione resztki. Myślała, że będą błagać, by przy niej zostać, ale wciąż była sama.

Ewa drgnęła lekko pod naporem ciała męża. Otworzyła oczy…

Dawid był inny. Zrównoważony i szlachetny. Nie uciekł, choć żądała coraz więcej. Było jej dobrze. To on zajmował się wszystkim, on ustalał zasady, spełniał jej zachcianki i realizował pomysły. Była przekonana, że ma go pod kontrolą, dopóki nie zorientowała się, że to on wszystko kontroluje. Zależny był od niej tylko w sypialni.

Do dziś dręczy ją myśl, czy gdyby zachowała się inaczej, teraz kochałaby się z Adamem…

Kolejne opowiadanie napisane podczas kursu pisania opowiadań prowadzonego przez https://warsztatpisarza.pl/

4 Komentarze

    • Aniu, to najpiękniejszy komplement. Dziękuję 🙂 Jakoś mnie ta proza przeraża. Może się przekonam do dłuższych form.

  • Widzę oczami duszy zbiór Twoich opowiadań, pięknie wydany… Nie odrzucaj swojego talentu. Pisz, mimo wszystko, nawet sporadycznie, ale nie przestawaj. Dziękuję za to opowiadanie 💙💙💙

    • Kasiu, dziękuję za niezłomną wiarę i wsparcie od serca. Wciąż myślę o Twoich słowach, o tym, by pisać. Postaram się nie zawieść i raz po raz coś napisać 🙂

Skomentuj Katarzyna Katisha Winters Anuluj pisanie odpowiedzi