Włos do włosa

Krystyna od zawsze była płaczliwa. Ostatnio płakała niemal codziennie. Nie lubiła też sprzątać. Kurz, który pokrywał meble, dla niej był jednym z elementów wystroju. Mawiała, że to efekt jej artystycznej wizji. Krystyna nie przejmowała się szczegółami, dlatego w dywanie była wypalona dziura. Kiedyś spadł jej papieros, choć nigdy wcześniej jej się to nie zdarzyło. Zazwyczaj nie pali w salonie. Wychodzi na taras, żeby nie było smrodu. W południe robi sobie kawę w niebieskiej filiżance i siada w bujanym fotelu.  Jest drobna, więc prawie jej nie widać w wiklinowym koszu. Tylko delikatna smużka dymu unosząca się znad oparcia sugeruje jej obecność. W tym fotelu Krystyna oddaje się marzeniom o przyszłości. Nie wie, do jakiego etapu dojdzie, ale lubi sobie wyobrażać, że jest bardzo stara i uśmiecha się do synów, wnuków i prawnuków.

Ostatni z czterech synów wyprowadził się już rok temu. Mąż leży od kilkunastu lat na cmentarzu pod miastem. Teraz Krystyna mieszka sama. Od jakiegoś czasu powtarza,  że niedługo spotka się z mężem, ale dzieci patrzą na nią pobłażliwie. Wiedzą, że matka lubi tak żartować, a przecież jest pełna życia i w najbliższym czasie nigdzie nie odejdzie. A już na pewno nie na tamten świat.

W ostatnie Święto Zmarłych siedzieli wszyscy razem i wspominali ojca. Krystyna słuchała swoich chłopców i z zaangażowaniem rozczesywała szczotką swoje długie włosy. Z oczu płynęły jej łzy, które w mniemaniu synów były wyrazem tęsknoty za mężem i oznaką samotności. Ona sama nad tym się nie zastanawiała, bo skoro tak mówiły dzieci…

Kiedy wszyscy wyjechali, Krystyna rozpłakała się jeszcze bardziej. Wolnym krokiem podążyła do łazienki. Zebrała włosy ze szczotki i wrzuciła je do tekturowego pudełka z różową wstążką. Poszła spać.

Nazajutrz wstała wcześniej niż zwykle. Kiedy się ubierała, na nagą skórę spadały łzy. Przypomniała sobie wyraz twarzy lekarza, który wręczał jej wyniki badań. Za godzinę spotka się z nim znowu. Bierze do ręki szczotkę i czesze włosy. Od kilku tygodni traktuje to jak rytuał. Czesze długo, dokładnie, po czym zgarnia  włosy ze szczotki, zbiera z podłogi i zanosi do pudełka. Będą idealne, mówi do siebie w myślach.

Kolejne opowiadanie napisane podczas kursu opowiadań organizowanego przez warsztatpisarza.pl

4 Komentarze

    • Kto wie… Podejrzewam, że to o wiele poważniejsza sprawa. Lepsza rzeczywistość na pewno byłaby dobrym zakończeniem.

  • Tak sobie myślę, że bohaterka zbiera te włosy na perukę dla siebie, ale mam takie wrażenie, że jednak chyba szybciej spotka się ze zmarłym mężem…
    Przejmujące opowiadanie. Po raz kolejny udowodniłaś, Moniko, że pisanie opowiadań to Twoja ścieżka!

    • Kasiu, serdecznie Ci dziękuję, że czytasz, że rozumiesz, że wspierasz.
      Tak, włosy są na perukę, ale jeszcze nie wiem, czy będzie coś dalej, czy poprowadzę gdzieś bohaterkę.

Dodaj komentarz